Kiedy doświadczenie stało się balastem – o kondycji rynku eventowego

Kiedy doświadczenie stało się balastem – o kondycji rynku eventowego

Kiedy doświadczenie stało się balastem – o tym, co dzieje się z rynkiem eventowym

Coraz częściej odnoszę wrażenie, że doświadczenie stało się balastem.

Nie w sensie kompetencji. W sensie wygody współpracy.

Bo profesjonalista z 20-letnim doświadczeniem – nieważne czy konferansjer, realizator, scenograf czy koordynator produkcji – to ktoś, kto:

Nie zgodzi się na wszystko.

Widział wystarczająco dużo źle zaplanowanych wydarzeń, żeby wiedzieć, gdzie to się skończy. I powie to na głos. Zanim będzie za późno.

Ma standardy.

Nie wystarczy „ogarnij to jakoś”. Potrzebuje briefingu, czasu na przygotowanie, jasnych ustaleń. Bo wie, że bez tego ryzykuje swoim nazwiskiem.

Wie, ile kosztuje jego czas.

I nie targuje się o połowę stawki wieczorem przed eventem. Zna swoją wartość.

I nagle okazuje się, że rynek eventowy coraz częściej wybiera kogoś innego. Kogoś, kto nie będzie pytał, nie będzie sugerował, podpisze co trzeba.

Bo wygodniej.

Pytanie przestało brzmieć: „Czy jesteś dobry w tym, co robisz?”

Zaczęło brzmieć: „Czy będziesz wygodny w obsłudze?”

I to nie jest problem brakujących profesjonalistów. To problem rynku, który przestał cenić profesjonalizm.

 

Dlaczego doświadczenie „przeszkadza”

Dwadzieścia lat temu – a może nawet dziesięć – podstawą współpracy była rozmowa. Event manager dzwonił, rozmawialiście o wydarzeniu, ustalaliście szczegóły, budowaliście koncepcję razem. To był proces.

Dzisiaj? Dzisiaj często wygląda to inaczej.

Mail z zapytaniem o stawkę. Krótka wymiana informacji. Czasem nawet nie ma briefingu – jest „prześlemy szczegóły na dwa dni przed”. Oczekiwanie brzmi: „Przyjdziesz, poprowadzisz, wyjdziesz.”

I w tym kontekście doświadczony konferansjer – albo producent, realizator, technik – staje się „problemem”. Dlaczego?

Bo pyta.

„Jaki jest cel wydarzenia? Kto jest publicznością? Jakie są kluczowe komunikaty? Kto decyduje o zmianach w dniu eventu?”

To nie są pytania trudne. To są pytania podstawowe. Ale wymagają czasu, uwagi, przemyślenia. A czasu brakuje. Uwagi brakuje. Więc pytania stają się niewygodne.

Bo sugeruje zmiany.

„Ten timing się nie uda. Ta koncepcja nie zadziała na takiej sali. Ten prelegent będzie potrzebował wsparcia – ktoś powinien z nim porozmawiać wcześniej.”

To nie jest krytyka. To zabezpieczenie. Ale brzmi jak komplikowanie prostej sprawy. Więc sugestie stają się „trudne do ogarnięcia”.

Bo ma standardy.

Potrzebuje briefingu na tydzień przed wydarzeniem. Chciałby mieć próbę generalną. Wymaga jasnych ustaleń, kto ma ostatnie słowo.

To nie są fanaberie. To warunki, które pozwalają poprowadzić wydarzenie profesjonalnie. Ale wymagają organizacji, koordynacji, planowania. A to oznacza więcej pracy po stronie organizatora.

W rezultacie doświadczenie – które powinno być atutem – zaczyna być postrzegane jako balast.

Rynek wybiera wygodę, nie jakość

I tu pojawia się paradoks.

Organizator lokalnie szuka konferansjera, w Warszawie, Krakowie Poznaniu czy dowolnym mieście. Ma wybór: ktoś z doświadczeniem, referencjami, wieloletnimi współpracami – albo ktoś młodszy stażem, bez zbędnych pytań, gotowy na każde warunki.

Coraz częściej tego drugiego. Dlaczego?

Bo jest prosty w obsłudze. Zaakceptuje warunki bez pytań o szczegóły. Zgodzi się na każdą koncepcję bez sugestii zmian. Działa bez standardów, które wymagają dodatkowej pracy po stronie organizatora. Jest „łatwy w obsłudze”.

I to działa – do momentu, gdy wydarzenie zaczyna się sypać. Wtedy okazuje się, że brak pytań nie był zaletą. Był ryzykiem. Że brak sugestii nie ułatwiał pracy – odwracał uwagę od problemów, które mogły być rozwiązane wcześniej. A brak standardów nie oznaczał elastyczności – oznaczał brak zabezpieczenia.

Ale jest za późno. Wydarzenie trwa. Błędów nie da się cofnąć. Pozostaje nadzieja, że „jakoś to będzie”. No i ewentualna konfrontacja z właścicielem wydarzenia pod jego zakończeniu.

Co się zmieniło – i dlaczego to problem

Jak już wspomniałem, kiedyś podstawą współpracy była rozmowa. Ludzka rozmowa, w której strony ustalały, co ma się wydarzyć, jak to ma wyglądać, kto za co odpowiada.

Dzisiaj podstawą współpracy jest założenie, że „profesjonalista ogarnię wszystko sam”.

Nie dostaniesz briefingu? Ogarniesz.

Nie będzie próby generalnej? Poradzisz sobie.

Ktoś zmieni koncepcję godzinę przed startem? Zaimprowizujesz.

I problem nie polega na tym, że profesjonalista tego nie potrafi. Potrafi. Problem polega na tym, że to nie jest profesjonalizm – to ratowanie sytuacji, która była źle zaplanowana od początku.

A rynek zaczyna traktować „ratowanie” jako standard. Nie jako wyjątek – jako normę.

W rezultacie pytania, sugestie, standardy – wszystko to, co buduje jakość – staje się postrzegane jako przeszkoda. Nie jako wartość.

Profesjonalizm przestał być atutem

I to jest narastający problem tego rynku.

Nie to, że brakuje profesjonalistów. Doświadczonych konferansjerów, realizatorów, koordynatorów, techników – ludzi, którzy wiedzą, jak przeprowadzić wydarzenie. Od początku do końca.  Specjalistów, którzy mają za sobą tysiące eventów i rozumieją, co może pójść nie tak i jak tego uniknąć.

Problem polega na tym, że profesjonalizm przestaje być atutem.

Bo rynek nie szuka już kogoś, kto zabezpieczy wydarzenie. Szuka kogoś, kto wykona polecenie.

Nie szuka partnera do współpracy. Szuka usługodawcy, który nie będzie pytał, nie będzie sugerował, nie będzie „komplikował”.

I w tym kontekście doświadczenie – które powinno dawać pewność, gwarancję, spokój – staje się balastem. Bo oznacza, że ta osoba nie będzie „wygodna”.

Co traci organizator, wybierając wygodę

Wybierając „wygodnego” konferansjera, realizatora, koordynatora – organizator traci coś, czego często nie widzi od razu.

Traci zabezpieczenie.

Profesjonalista z doświadczeniem to ktoś, kto widzi problemy, zanim staną się kryzysem. Kto powie: „To się nie uda w takim timingu.” Czasem zasugeruje: „Lepiej przećwiczyć tę ceremonię wcześniej.” Kto upewni się: „Kto ma ostatnie słowo, jeśli coś pójdzie nie tak?”

Bez tego organizator zostaje sam. I w momencie, gdy coś się sypie – a coś zawsze może pójść nie tak – nie ma kogoś, kto wie, jak to naprawić.

Traci gwarancję jakości.

Profesjonalista to ktoś, kto nie zgodzi się na rozwiązania, które obniżają jakość wydarzenia. Kto powie: „Bez próby generalnej ryzykujemy chaos.” Kto ustali: „Briefing musi być na tydzień przed – inaczej nie zdążę przygotować zapowiedzi.”

Bez tego organizator ryzykuje. Event może się udać – albo może się nie udać. I nikt nie wie, dopóki nie zacznie się realizacja.

Traci spokój.

Profesjonalista to ktoś, komu można powierzyć odpowiedzialność i wiedzieć, że zostanie wykonana. Kto nie zadzwoni wieczorem przed eventem z pytaniem: „A jak mam to zrobić?” Kto nie będzie improwizował na scenie, bo nie dostał informacji wcześniej.

Bez tego organizator nie ma spokoju. Ma nadzieję, że „jakoś to będzie”. A nadzieja to nie strategia.

Pytanie do rynku – czy profesjonalizm to balast, czy wartość?

I tu pojawia się pytanie, które warto zadać całemu rynkowi eventowemu:

 

Czy profesjonalizm to balast, czy wartość?

 

Bo jeśli pytania konferansjera o cel wydarzenia, publiczność, kluczowe komunikaty – to problem, nie zabezpieczenie…

Jeśli sugestie dotyczące timingu, koncepcji, przygotowania prelegentów – to komplikowanie, nie wsparcie…

Jeśli standardy dotyczące briefingu, prób generalnych, jasnych ustaleń – to fanaberie, nie warunki jakości…

…to może problem nie leży po stronie profesjonalistów. Może leży po stronie rynku, który zaczął traktować „wygodę” jako priorytet nad „jakością”.

I to nie jest atak na event managerów. To pytanie o to, co się zmieniło – i czy to zmiana w dobrym kierunku.

Konferansjer, który pyta – to nie problem, to wartość konferansjer warszawa

Wybierając konferansjera – albo producenta, realizatora, koordynatora w jakimkolwiek mieście – warto zadać sobie pytanie:

Czy szukam kogoś wygodnego, czy kogoś dobrego?

Bo wygodny konferansjer to ktoś, kto się zgodzi na wszystko. Nie będzie pytał, nie będzie sugerował, podpisze, co trzeba. Przyjdzie, poprowadzi, wyjdzie.

Dobry konferansjer to ktoś, kto zabezpieczy wydarzenie. Zapyta o szczegóły, zasugeruje zmiany, ustali standardy współpracy. I dzięki temu poprowadzi wydarzenie profesjonalnie – nie ratuje je w ostatniej chwili.

Różnica jest fundamentalna. I dotyczy nie tylko konferansjerów – dotyczy wszystkich, którzy tworzą eventy.

Refleksja na koniec

Doświadczenie nie powinno być balastem. Powinno być gwarancją.

Pytania nie powinny być problemem. Powinny być zabezpieczeniem.

Standardy nie powinny być fanaberiami. Powinny być warunkiem jakości.

I jeśli rynek eventowy zaczyna traktować to inaczej – to może warto się zastanowić, dokąd to prowadzi.

Bo profesjonalistów nie brakuje. Brakuje uznania dla profesjonalizmu.

A to jest problem, który dotyka nas wszystkich – organizatorów, wykonawców, uczestników wydarzeń.

A Ty – jakie masz doświadczenia?

Jeśli jesteś event managerem – czy wolisz współpracować z kimś wygodnym, czy z kimś, kto zabezpieczy Twoje wydarzenie?

Jeśli jesteś konferansjerem, realizatorem, producentem – czy czujesz, że Twoje doświadczenie jest wartością, czy balastem?

Zostawiam to pytanie otwarte. Bo warto o tym rozmawiać.

Szymon – Konferansjer

Zobacz inne wpisy:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Share via
Copy link