Naruciak w Galerii Amber Kalisz

Meetup z Naruciakiem – początek eventowego sezonu.

Cześć!

Sezon wakacyjny się rozkręcił. I choć widmo ograniczeń jesiennych przewija się w branżowych rozmowach kuluarowych, to wszyscy bez wyjątku cieszą się każdym eventem, który realizujemy.

Meetup z Naruciakiem z okazji dnia dziecka w galerii Amber Kalisz był dla mnie konferansjerskim otwarciem sezonu letniego.

Strona wydarzenia – Galeria Amber

YouTube cieszy się w Polsce niesłabnąca popularnością, a jego gwiazdy ściągają pod scenę ogromne rzesze fanów. To nie pierwsze nasze spotkanie z Naruciakiem, który współtworzy TOP10 polskiego YouTuba. Więcej znajdziecie tutaj:

Naruciak w Forum Koszalin

Co robi konferansjer na takim wydarzeniu?

W całym tym tłumie konferansjer nie ma łatwego zadania. Z jednej strony musi przeprowadzić spotkanie zgodnie z zakładanym harmonogramem, z drugiej zapanować nad emocjami i w miarę możliwości i współpracy zebranych zadbać choćby o przestrzeganie zaleceń sanitarnych. Dystans, dezynfekcja, maseczka.

Zwłaszcza to ostatnie zadanie nie jest proste. Przecież uczestnicy, którzy dotarli na taki event są spragnieni zabawy, bliskości drugiego człowieka i przebywania w grupie.

Mimo wszystko, dzięki tym rygorom w pewien sposób w ogóle może dochodzić do organizacji wydarzeń. Tym samym artyści, scenotechnicy i konferansjerzy maja nie tylko przyjemność ale też pracę.

Z góry zatem dziękuję wszystkim uczestnikom eventow, którzy nawet jeśli bez przekonania, to stosują się do zasad narzuconych nam przez rządzących. Piątka dla Was!

Zasady sanitarne na eventach

Dla małego przypomnienia.

Najważniejsze to:

dystans – min. 1,5m

dezynfekcja łapek

maseczka przykrywająca usta i nos,

ZDROWY ROZSĄDEK 😉

Trzymajcie się zdrowo.

Szymon – Konferansjer

P.S. Dla jasności sytuacji. Osoby na scenie nie muszą mieć maseczek. Schodząc ze sceny jednak od razu je zakładamy.

Zobacz inne wpisy:

Świnka Peppa o konferansjerach

Co ma konferansjer do świnki Peppy?

Witajcie,

Jak radzicie sobie z przymusową kwarantanną? Mam nadzieję, że znajdujecie chociaż trochę pozytywów.

Ja nadrabiam zaległości, również w dziedzinie, która wydawałaby się na pierwszy rzut oka dość luźno związana z konferansjerką. A jednak. Ale o tym za chwilę.

Profesjonalny konferansjer – znaki rozpoznawcze

Jakiś czas temu odpowiadałem na ogólne pytanie: kto to jest konferansjer? Szczegóły możecie znaleźć pod tym linkiem Najlepszy konferansjer na Twój event. W dużym skrócie w artykule podpowiadałem na jakie cechy powinno się zwrócić uwagę przy wyborze prowadzącego. Co pomaga nam przekonać się o tym, że na scenie organizowanego przez nas wydarzenia znajduje się doświadczony prowadzący. W jaki sposób swoje usługi powinna oferować profesjonalna agencja konferansjerska.  A także przekazałem kilka porad, jak stworzyć materiały dotyczące imprezy. Stosując się do tych prostych wytycznych prowadzenie imprezy przez gospodarza powinno przebiegać zgodnie z Waszym zamierzeniem i wizją.

Na podobny temat wypowiadałem się również na łamach Event Management Polska (tu więcej o tym Każdy czasem popada w samouwielbienie) jednak dzisiaj nie do końca o tym co już mówiłem, ale więcej o tym co mówią inni. Oczywiście nadal w temacie szeroko pojętej konferansjerki.

Świnka Peppa w świecie eventów

Ostatnio razem z moją dwuletnią córką wpadliśmy z YouTubową wizytą do Świnki Peppy. Nieczęsto z żoną dajemy naszej Łucji taką możliwość. Ekran jest formą odskoczni od innych zabaw, a nie ich treścią. Jednak tym razem oglądany odcinek wyjątkowo zdobył moje uznanie.

Jeżeli nie do końca wiesz, kto to jest Świnka Peppa, to nic strasznego się nie dzieje. Spieszę z krótkim wyjaśnieniem, Świnka Peppa jest bajką dla dzieci, która w dość prosty, idealny dla dzieci, sposób objaśnia podstawowe kwestie życiowe. Oczywiście całość dzieje się w oparciu o konkretne sytuacje, które dzieją się w życiu głównej bohaterki. Perypetie, którym musi sprostać to z reguły zdarzenia z normalnego życia, które każdy z nas spotyka codziennie.

Dlaczego piszę o bajce dla dzieci na blogu konferansjerskim?

No właśnie. Odpowiedzi są dwie, albo zwariowałem od dłuższego przebywania w domu, albo odcinek ma związek z moją profesją.

Chcę myśleć, że pierwsze mi nie grozi, zatem pozostaje opcja druga. Jakież było moje zdziwienie kiedy podczas niewinnej zabawy w cyrk, w pewnym momencie Dziadek Świnki Peppy zaproponował Śwince Peppie by została konferansjerem. Nie ogranicza się jednak jedynie do propozycji lecz tłumaczy również małej śwince kto to jest konferansjer. Robi to przy tym w śmieszny sposób, będący po części kwintesencją tego zawodu.

Możemy dowiedzieć się, że konferansjer nosi cylinder. Jest szefem w cyrku. Do jego zadań należy powitanie gości, przedstawienie agendy spotkania. Prowadzący jest też odpowiedzialny za wywołanie odpowiedniego nastroju i nastawienia publiczności. Nie zaszkodzi, jeśli dużo się uśmiecha. Proste prawda?

I po co było rozpisywać się na blogu, czy wypowiadać w magazynach branżowych? Jeżeli całość można streścić w kilkadziesiąt sekund? 🙂

Otóż po to, że to jest kolejny element warsztatu konferansjerskiego.

Czasem, żeby zbudować napięcie lub, by zatuszować sytuację niespodziewaną konferansjer musi trochę „pogadać” i rozciągnąć swoją wypowiedź. Najlepiej w taki sposób, by publiczność się nie zorientowała, że pod płaszczykiem dłuższej wypowiedzi kryje się coś jeszcze.

Są także momenty, kiedy zapowiedź musi być sprawna, szybka i zawierać wszystko to, co publiczności w danej chwili przekazać należy. Doświadczony konferansjer będzie wiedział, kiedy i jak długo powinien mówić, tak by wydarzenie zachowało swoją dynamikę, a publiczność przeżywała to, co było dla niej zaplanowane.

Linki do odcinków Świnki Peppy

Jeżeli chcesz posłuchać wycinka o roli konferansjera zapraszam tutaj

Cały odcinek do obejrzenia znajdziecie na oficjalnym kanale Świnki Peppy

 

Zachęcam do oglądania w towarzystwie Waszych dzieci! A jeżeli akurat nie wychowujecie żadnych milusińskich, to przecież nikt się nie dowie, że wieczorami sami oglądacie Świnkę Peppę w zaciszu swojej domowej kwarantanny. Bawcie się dobrze!

 

Szymon Wujewski – Konferansjer

 

Zobacz inne wpisy:

Wielkanoc 2020

Moi Mili,

Z okazji zbliżających się Świąt Wielkiej Nocy, chciałbym życzyć Wam, byście pomimo zawirowań targających nie tylko branżą eventową mimo wszystko odnaleźli spokój przy świątecznym stole. By nie zabrakło radości, śmiechu i rozmów. By te Święta przeminęły w prawdziwie rodzinnej atmosferze, nawet jeśli będziecie łączyć się z rodziną na Zoomie.

Byśmy wszyscy zebrali siły na nadchodzący czas. Życzę Wam wszystkim tego z całego serca.

 

Szymon Wujewski – Konferansjer

 

Zobacz inne wpisy:

Streaming zamiast publiczności?

Jak poradzić sobie z kryzysem w branży spotkań?

Pomimo całkowitego ograniczenia działalności scenicznej, staram się być w stałym kontakcie z klientami, event managerami, koleżankami i kolegami konferansjerami. Sprawdzam jak sobie radzą, w tym nieciekawym okresie. Więcej na temat samego kryzysu pisałem w tekście o koronawirusie w branży eventowej (link)

Nieocenionym źródłem informacji jest także inicjatywa TUgether, która zrzesza największe organizacje branżowe. Tu znajdziecie bieżące analizy sytuacji w kraju i za granicą oraz ich konsekwencje w naszym sektorze.

Grupa TUgether na Facebooku

Sytuacja kryzysowa z którą boryka się cała branża eventowa wpływa na wiele aspektów naszego działania. Jako, że duch w rodakach nie ginie nigdy, zwracamy się w kierunku rozwiązań bardziej lub mniej znanych.

Jak poradzić sobie z zakazem zgromadzeń?

Można usiąść i płakać. Można, tylko, że to nie przystoi eventowcowi. Gdyby event manager miał się poddawać, za każdym razem kiedy coś nie idzie po jego myśli to pewnie organizowanych byłoby dużo mniej wydarzeń. Oczywiście w momencie gdy obowiązuje zakaz organizacji imprez masowych, a także wszelkie zgromadzeń powyżej 50 osób, wachlarz możliwości nieco się kurczy.

„Desperate Times, Desperate Measures”, jak powiedział pewien pan od misji niemożliwych.[1]

Jak branża eventowa radzi sobie z ograniczeniami?

Część wydarzeń, (które nie zostały odwołane) jest przeniesionych. Jest to jakaś forma ratunku, jednak nadal nie mamy gwarancji, że się odbędą. Wszystko zależy od bieżącej sytuacji.

Pewne eventy są zastępowane digitalem i akcjami w mediach społecznościowych. Ok, pytanie czy bieżąca promocja na produkt, zastąpi emocje związane z przeżywaniem.

Kolejnym rozwiązaniem jest streaming. Streaming nie wyklucza mediów społecznościowych, zaangażowania konferansjera, pozwala również na przeprowadzenie spotkania prawie w takiej formie, jak w założeniu. A dodatkowo można dodać również promocje.

Wydaje się, że streaming to rozwiązanie idealne skrojone na obecną sytuację. Technicznie jest znany nie od dziś. Jednak w obliczu obecnej zapaści nabiera nowych barw. Oczywiście nie jest to opcja pozwalająca publiczności na pełny udział w wydarzeniu. Jednak daje możliwość jakiegokolwiek dotarcia do widza. Ogranicza także do minimum niebezpieczeństwo szerokiej ekspozycji na możliwość zarażenia.

Co daje streaming i czym różni się od normalnego filmu?

Przede wszystkim streaming dzieje się w czasie rzeczywistym. Nie zapewni takich doznań jak prawdziwy event, jednak pozwoli publiczności na uczestnictwo w wydarzeniu w trakcie jego trwania. Publiczność możne komentować, zadawać pytania, otrzymywać odpowiedzi na bieżąco.

Uczestnicy mogą podziwiać scenografię, śledzić występy. Realizator obrazu i dźwięku zadba, by nic nie umknęło uwadze widza. Trochę telewizja, jednak dużo bliższa komunikacyjnie, znacznie bardziej interaktywna.

Dodatkowym plusem jest to, że każdy uczestnik może być częścią eventu w dowolnym miejscu w którym się znajduje.

Czy streaming wyklucza konferansjera?

Oczywiście, że nie. Przecież tak jak w normalnym wydarzeniu publiczność zgromadzoną przed ekranami trzeba powitać, przedstawić agendę, zapowiedzieć poszczególne punkty programu, wreszcie moderować bieżące pytania i komentarze. Tu konferansjer staje się łącznikiem pomiędzy publicznością a występującymi na scenie. Pracy jest nawet więcej niż standardowo. Zmienia się jedynie forma kontaktu z publicznością. Jasne, przyjemniej jest przemawiać do żywych ludzi, ale to, że znajdują się pod drugiej stronie kamery, życia im nie ujmuje.

Czy streaming zadomowi się na stałe w świecie eventu?

Jako wsparcie? Być może. Jednak ludzie jako stworzenia stadne lubią przebywać razem. Dzielić emocje, czas i przestrzeń. Nie obawiam się zatem zmierzchu wydarzeń organizowanych z udziałem publiczności. Jeżeli streaming ma je dodatkowo uatrakcyjniać to przecież nic nie stoi na przeszkodzie.

Mam nadzieję, że trochę podbudowałem niektóre morowe nastroje. Korzystajmy z nowych technologii, ponieważ branża tak długo będzie żywa, jak długo nie zabraknie nam pomysłów.

A tu macie link do mojej pierwszej streamowanej imprezy w roku 2017. To był bardzo fajny event i nie lada wyzwanie dla mnie jako konferansjera. Enjoy!

Wersja skrócona:  https://www.youtube.com/watch?v=c3aaYy4wIVA

Wersja pełna (dla bardziej cierpliwego widza 😉

https://www.youtube.com/watch?v=ZhDRQEScimI&feature=youtu.be

 

Trzymajcie się!

 

Szymon Wujewski – Konferansjer

 

 

 

 

[1]Mission Impossible Movie

Zobacz inne wpisy:

Koronawirus w branży organizacji wydarzeń

Konferansjer „w czasach zarazy”

W związku z rozprzestrzenieniem się wirusa, który przyćmił wszystkie inne wydarzenia na świecie, wszyscy odczuwamy jego skutki. Jedni z nas już okopali się we własnych domach, inni robią tylko to co muszą na zewnątrz. Jeszcze inni starają się żyć normalnie.

Abstrahując od postaw mieszkańców, gospodarczo skutki wirusa Covid-19 odczujemy wszyscy, na każdym szczeblu. Póki co każdy z nas gdzieś z tyłu głowy nie chce się zwyczajnie zarazić. Jednak w skali makro wirus odbije się czkawką.

Jedną z pierwszych branż dotkniętych kryzysem jest organizacja wydarzeń. Zgodnie z zaleceniem rządu – wszystkie imprezy masowe zostały odwołane. Te mniejsze, bez potrzeby zdobycia pozwolenia, również, powodowane tymi samymi obawami. Dlaczego według mnie jest to słuszna decyzja? Chyba nie muszę przekonywać – zaduśmy wirusowego dziada w zarodku.

Niemniej branża MICE (szeroko pojętej organizacji wydarzeń w wielu wymiarach) się wykrwawia, bo w jednym momencie została odcięta od możliwości wystawienia jakiejkolwiek faktury. Cierpią nie tylko agencje eventowe, budowniczy stoisk targowych, ale też cała rzesza podwykonawców takich jak konferansjerzy, artyści, akustycy stanowiących często ostatnie ogniwo łańcucha. W jeden dzień mi osobiście spadło kilkanaście wydarzeń na najbliższe dwa miesiące.

Analiza bieżącej sytuacji na rynku eventowym.

Przemyśleń na temat złych aspektów jest pod dostatkiem. Ja chciałbym podzielić się z Wami moimi pierwszymi pozytywnymi spostrzeżeniami.

Przede wszystkim branża eventowa jako pierwsza zjednoczyła szyki i w sposób zorganizowany zasygnalizowała stronie rządowej z czym się borykamy. Efektem tego są wstępne plany wsparcia sektora i ogółu przedsiębiorców. O ile, z przekonania, nie wierzę specjalnie w pomoc instytucjonalną w Polsce, o tyle jestem pełen podziwu dla sprawności działań koleżanek i kolegów.

Właśnie ta solidarność przejawia się nie tylko na szczeblu branżowym, ale też w zwykłych codziennych kontaktach. Przez ostatni tydzień, który obfitował w wiele działań, mimo wszystko tak po ludzku pogadałem tyle z klientami i kolegami, ile przez ostatni rok. Mimo trudnej sytuacji, relacyjność branży wygrywa i ludzie ze sobą rozmawiają. Ba! Wszyscy myślimy, jak mimo pracy „w czasie zarazy” wzajemnie się wspierać, tak, żeby przetrwać ten okres w niezmienionym składzie…

Niektórzy klienci starają się wypłacać chociaż część wynagrodzeń, za imprezy, których nie ma. Inni organizatorzy szukają ratunku dla imprez w nowych technologiach. Streaming wchodzi do galerii handlowych, teatrów. Imprezy są przesuwane, byle tylko ich nie odwoływać. Jeszcze inni szukają innych możliwości zarobkowania. Chwała im wszystkim za to!

Druga kwestia to wnioski idące trochę dalej. Jeżeli „koronka” skończy się do wiosny, którą już czuć to w tym roku może nie zrealizujemy planów budżetowych, ale przynajmniej szybciej zaczniemy odrabiać straty. Wszystkiego się nie da. Nawet przesunięte imprezy ze względu na ich natężenie będą trudne do realizacji. Już teraz mamy w agencji problemy z obsadzeniem konferansjerami niektórych wstępnych terminów wydarzeń przesuniętych.

Jeżeli jednak fala zachorowań i płynący z niej niepokój utrzyma się dłużej, skutki mogą być nieco głębsze. Zmieni się rzeczywistość i zmienić się będzie musiał konferansjer w niej osadzony. Zebrałem kilka „być może” jako luźnych przepowiedni. Ale wiadomo jak to z horoskopami bywa…

„Być może” pierwsze.

Co jeśli przewartościuje się cały system? Na rynku pozostanie mniej specjalistów, którzy będą w stanie obsłużyć wydarzenia. Zarówno od strony organizacyjnej jak i technicznej./Być może/ Ci, którzy przetrwają albo wyjdą silniejsi, albo połączą siły z innymi i w mocnych grupach pójdą do klientów. /Być może/ zmniejszy się konkurencja, rynek przemodeluje i wyrówna relacje klient-agencja?

To wiąże się z drugim „być może”.

/Być może/ klienci (nie mówię, że wszyscy tacy są, BROŃ BOŻE – ja mam akurat szczęście do tych najlepszych 😉 ) zmodyfikują swoje podejście do współpracy z agencjami i ich podwykonawcami. /Być może/ zagości więcej partnerstwa, a mniej relacji wasalnych. /Być może/ zakończy się szafowanie zdaniami „jak nie Ty, to inny” lub „czy ten konferansjer cokolwiek wie” i wszystkich tych, które kiedyś usłyszeliśmy. /Być może/ briefy będą przygotowywane lepiej, realniej w stosunku do budżetów.

/Być może/ zmiany dotkną też rozliczeń.

/Być może/ nauczką z całej sytuacji będzie tworzenie bardziej przemyślanych kosztorysów. Od zawsze powtarzam, że oscylowanie na granicy opłacalności powoduje, że trudno jest tworzyć rezerwy na wypadek obecnej sytuacji. Jeżeli priorytetem będzie zawsze cena i myślenie na zasadach „lepsze to niż nic” to potem może właśnie pojawić się wielkie nic.

/Być może/ bardziej po partnersku będziemy rozliczać realizacje. /Być może/ skończą się terminy płatności po 120 dni i dziesiątki maili i telefonów z przypominaniem się o płatności.

Wreszcie /być może/ my konferansjerzy-indywidualiści, odgruzujemy pomysły o stowarzyszeniu przykładem np. tłumaczy. I stworzymy własną księgę dobrych praktyk, usystematyzujemy działania i zaczniemy mówić wspólnym głosem, choć na wiele mikrofonów.  Nawiasem, ostatnio rozmawiałem o tym z Krzyśkiem Łobodzińskim, który bardzo mocno zaangażował się również w działanie na rzecz branży! Kto wie, póki co – Krzysztof za wszelkie starania – jak to mówią francuzi – sza-ba-da!

/Być może/ nic się z powyższego nie sprawdzi, a my wrócimy po wszystkim do znanych nam doskonale standardów. Przyszłość wszystko pokaże.

Tak czy inaczej, ja czas przestoju staram się wykorzystywać produktywnie. Umacniam relacje, robię rzeczy na który nigdy nie ma czasu, poszerzam horyzonty i przygotowuję się do rzeczywistości postapokaliptycznej. Jeżeli cokolwiek mogę komuś radzić – zróbcie to samo. Lepiej tak, niż się zamartwiać! 😉

Głowa do góry, w końcu korona nam z głowy nie spadnie. A przynajmniej byle na tę głowę nie weszła!

Trzymajcie się ciepło i #zostanwdomu!

Szymon Wujewski – Konferansjer

Zobacz inne wpisy:

Jak zorganizować perfekcyjną galę wręczenia nagród?

Witajcie,

Dziś odpowiem na pytanie:

Jak zorganizować perfekcyjną galę wręczenia nagród?

Jestem świeżo po wręczaniu statuetek dla najlepszych partnerów biznesowych firmy Dobroplast – producenta okien i drzwi o zasięgu międzynarodowym.

Na tej fali postanowiłem w ramach krótkiego podsumowania, zastanowić się nad elementami perfekcyjnie przygotowanej gali. Wybieram moim zdaniem najważniejsze, żeby nie przeładować tego postu treścią. Ostatnio modne politycznie są wszelkie 5, poznajcie więc

„piątkę Wujewskiego w kategorii Gala Idealna.”


Klient.

No tak, dobrze jest mieć klienta któremu organizujemy galę 🙂 Nie dość, że sfinansuje całe przedsięwzięcie, wskaże laureatów to jeszcze zapewni gości. W przypadku wczorajszej gali – Dobroplast nie tylko po raz szósty spotkał się w gronie swoich partnerów biznesowych, ale także świętował 20-lecie istnienia na rynku. Idealny motyw przewodni dla całości spotkania. Punkt zaliczony!

Miejsce.

Jak już udało nam się znaleźć sponsora i przekonać do wyboru i zaufania w nasze siły to czas skupić się na lokalizacji . Miejsce imprezy nie może być przypadkowe. W trudnej erze organizacji eventów, gdy każdy z gości „widział i przeżył już wszystko” otoczenie gali musi być dobrze przemyślane. Głównie wybieramy pomiędzy przestrzeniami artystyczno-teatralnymi, industrialnymi, ośrodkami konferencyjnymi i hotelami. Oczywiście ilu event managerów tyle pomysłów, ale skupiam się na głównych kierunkach. Bardzo wygodnym obszarem do organizacji pozostaje hotel. Tutaj odchodzi nam z reguły zewnętrzny catering (szef kuchni powinien zaproponować dobre menu), w łatwy sposób możemy na miejscu przenocować gości spoza miejscowości, w której odbywa się gala, a obiekt posiada niezbędne zaplecze techniczne. Do dyspozycji mamy z reguły obszerną salę bankietowo konferencyjną i managera obiektu, który służy pomocą. Tu jednak uwaga – manager zazwyczaj ma dużo na głowie, jego wsparcie nie może wykluczać naszego działania. Sprawdzajmy wszystko po dwa razy 😉 A druga sugestia wujka dobrej rady – nie bazujmy na nagłośnieniu hotelowym. Serio. Pracuję jako konferansjer od kilkunastu lat. Pracowałem w wielu hotelach o różnej klasie. Uwierzcie mi na słowo – chcecie mieć dobrze nagłośnioną imprezę – poproście o to profesjonalistów. Koszt będzie odrobinę większy, ale efekt pozostanie bez porównania. Sorry hotele, w tym obszarze 0:1 dla realizatorów dźwięku. 😉

Wczorajsza gala odbywała się w Apart Hotelu w Uniejowie. Hotel o wysokim standardzie, wygodny dla gości. Osadzony w miejscowości ze źródłami termalnymi. Uczestnicy mogli przybyć wcześniej, zrelaksować się w termach i z uśmiechem przybyć na wieczorną galę. Dodatkowo obiekt mniej więcej w środku Polski. Lokalizacja na '+'.

Atrakcje na gali.

Oklaski wg. definicji to powtarzalne przybijanie sobie piątki za osiągnięcia innych ludzi, ponieważ każdy lubi być doceniany. Jednak nawet  emocje powodowane wręczaniem statuetek muszą być podsycone przerywnikami. Najbardziej ekwilibrystyczne kategorie nie wystarczą. Postaw się na miejscu gości. Siedzisz przez dłuższy czas i obserwujesz podobny schemat – kategoria, nominowani, zwycięzcy. Pół biedy jak słyszysz swoje nazwisko. Jeżeli akurat nie zagościłeś w gronie laureatów to sprawa się komplikuje. Przybyłeś ponieważ chcesz się dobrze bawić, jednak po 4 kategorii wyruszasz na wycieczkę po manu własnego telefonu pod płaszczykiem zajęcia się ważnym mailem lub zagłębiasz się w dyskurs z sąsiadem. Tak czy inaczej tracisz kontakt ze sceną. Dobry event manager nie dopuści do takiego momentu. Całość musi być na tyle dynamiczna, żeby każdy z widzów poświęcił większość swojej uwagi na to co dzieje się na scenie. Pamiętajcie o atrakcjach, będących przerywnikami.

Z reguły do wyboru mamy show multimedialne lub artystyczne. Nie może trwać za długo, bo to tylko przerywnik. Nie straćmy z oczu głównego powodu spotkania. Podwykonawców jest sporo. Jeżeli brakuje Wam pomysłów – są np. grupy dla organizatorów na facebooku, które zasilają również artyści. Wystarczy wrzucić odpowiedni post, a odzew będzie niebotyczny.

Przykład z wczoraj.  Wybór organizatorów padł na artystów z grupy Galitsyna Show, którzy stworzyli dwa obrazy nawiązujące do jubileuszu. Dodatkowo macie jeszcze pamiątkę, która może zawisnąć w siedzibie klienta 😉

Team realizacyjny.

Pamiętaj, organizacja imprezy to z reguły niemałe wyzwanie. Stawianie mu czoła samodzielnie jest dość trudne. Obok wsparcia ze strony obiektu, potrzebujesz też swój zespół. Ja miałem wczoraj ze sobą doświadczonych ludzi z warszawskiej agencji STOPRO, z którymi przeprowadzamy kilkadziesiąt wydarzeń rocznie. Dodatkowo cały sztab techników dźwięku, światła, wsparcia technicznego. Sam team realizacyjny po stronie agencji liczył niespełna 10 osób. Oczywiście całość musi być dopasowana do skali wydarzenia. Jednak warto dzielić się obowiązkami. Jeżeli weźmiemy na siebie za dużo to ryzyko niedopatrzenia jakiegoś szczegółu wzrasta. Nie zawsze będziemy mieli okazje, żeby naprawić ewentualne błędy i niedociągnięcia. Pierwsze wrażenie można zrobić tylko raz.

Konferansjer.

No właśnie. Zostawiłem sobie najlepsze dla siebie na koniec. Wybór osoby, która poprowadzi wydarzenie należy do grupy kluczowych. Jeżeli z jakichś powodów, nie będę mógł poprowadzić Twojego wydarzenia, to i tak głowa do góry. Jeżeli zapamiętasz kilka moich konferansjerskich podpowiedzi to będzie dobrze. Przede wszystkim nie czekaj z wyborem prowadzącego do ostatniej chwili. Większość profesjonalnych konferansjerów miewa zaplanowane terminy imprez na kilka ładnych tygodni w przód. Czasem jeszcze dalej. Dobrze jest zdecydować się na kogoś z doświadczeniem, bo to odejmie Tobie sporo stresu na samej imprezie. Dla prowadzącego (ale też reszty zespołu) przygotuj dokładny harmonogram czasowy. Gale z reguły nie są długie, warto zaplanować wydarzenie szczegółowo. Jeżeli nie dasz rady stworzyć konferansjerowi gotowych materiałów do przygotowania się, wyślij mu chociaż linki do atrakcji, strony klienta i obiektu. Spokojnie możesz poprosić o opracowanie tych materiałów przez prowadzącego. Umów się z gospodarzem wydarzenia, żeby zjawił się na miejscu minimum (!) 1 – 1,5 h przed rozpoczęciem. Czas poświęć na krótką odprawę, zapoznanie się z salą przez prowadzącego, test sprzętu i przygotowanie do imprezy. Mile widziana jest także szybka próba, która pozwoli wyeliminować niejasności. Zaznacz obowiązujący strój. Jeżeli to początek współpracy wykonaj kontrolny telefon o poranku w dniu imprezy. Zapytaj, czy wszystko w porządku, o której się widzimy etc. Dobrze przygotowany konferansjer, pozwoli płynnie przejść przez całość gali. Utrzyma odpowiednie tempo, zabawi gości żartem, czy wreszcie wyratuje Twoje dobre imię w sytuacji, jeżeli coś nie pójdzie po Twojej myśli. To Twoja tarcza na scenie, odpowiednio przygotowana stanie się jedną z przepustek do Twoich kolejnych realizacji dla klienta. 😉

Oczywiście można każdy z punktów jeszcze rozwinąć. Celowo nie wspomniałem również choćby o zaproszeniach, menu, ewentualnym alkoholu, wsparciu hostess i wielu innych czynnikach budujących perfekcyjne wydarzenie. Jeżeli chcesz jednak o nich pogadać – to jestem do Twojej dyspozycji. Daj mi tylko znać. Tymczasem miłego weekendu i czekam na nominacje z Twoim nazwiskiem w kategorii „Najlepsza organizacja Gali 2020„.

 

Szymon Wujewski – Konferansjer

 

Jeżeli chcesz zobaczyć zdjęcia z innych moich realizacji kliknij tu

Zobacz inne wpisy:

Naruciak w Forum Koszalin

Witajcie,

Już teraz serdecznie zapraszam Was na najbliższą sobotę do Koszalina. W Forum (dawniej Atrium) weźmiemy w konferansjer-skie obroty Naruciak-a. Dodatkowo będziecie mogli pograć w najnowszą Fifę2020, Minecrafta i retrogry. Wszystko oczywiście za free.

Jeżeli macie jakieś pytania, które absolutnie muszę zadać na scenie – to śmiało. Dajcie mi znać! Tymczasem zaproszenie od samego Naruciaka:

Froum Koszalin – FB zaproszenie

Z kim się widzimy?

 

Szymon Wujewski – Konferansjer

Zobacz inne wpisy:

Zadumany konferansjer zimą

Cześć, dzień dobry, witaj!

Mało urodziwą jesień mamy tej zimy. Ale jak to jesienią nachodzą człowieka różne przemyślenia. Jedne należą do tych bardziej egzystencjalnych, pokroju: Czy osłodzić herbatę miodem, czy pozostawić jednak niesłodzoną? Inne są bardziej przyziemne, związane z funkcjonowaniem Enjoy’a, czy ostatnimi działaniami konferansjerskimi.

Wśród całego natłoku podobnych myśli i dylematów, zadumałem się nad fenomenem naszych czasów – kanałami społecznościowymi i ogromnym przemysłem rozrywki, który za nimi stoi.

Coraz częściej na eventach, które mam przyjemność obsługiwać konferansjer-sko zapraszani są nie tylko celebryci znani ze szklanego (ciekłokrystalicznego) ekranu ale też Ci, którzy swoją karierę robią w sieci.

Świeżym przykładem jest ostatnie wydarzenie w Galerii Ogrody w Elblągu. Rozpoczynające się ferie w województwie warmińsko-mazurskim, miały być inaugurowane właśnie tym eventem.

O fantastyczną zabudowę, w której można było pyknąć w Minecrafta czy Fifkę zadbało niezawodne 3D Studio – organizator imprezy. W związku z tematyką i założeniem, na imprezie przeważali ludzie młodzi. Do nich też skierowana była główna atrakcja – wizyta czołowego youtubera w Polsce – Naruciaka. Ale o samym youtuberze za chwilę, bo to liryczno-jesienno-zimowy wpis. Musi więc przeważać moja kontemplacja 🙂

Szczerze? Jeżeli miałbym ocenić konferansjerską lekkość prowadzenia imprezy, odbiór i dynamiki eventów z internetowymi celebrytami to wyszłoby pewnie pół na pół. Czasem idzie świetnie – jak w przypadku Dawida z DandyCore, który później dołączył nawet do naszego zespołu prowadzących, Red Lipstic Monster czy ostatniej imprezy promocyjnej Deynn i Majewskiego… Zdarzają się jednak i takie eventy, podczas których prowadzący musi się trochę „napocić”, żeby ze sceny popłynął jakiś przekaz… jakikolwiek. Jak to w życiu bywa.

Pozwólcie, że pominę nazwiska, ksywki, znaki rozpoznawcze gości tych mniej porywających imprez. Poprzestańmy jedynie na tym, że ciężko było je wyprowadzić na taki poziom na jakim powinny być. Przynajmniej jeśli chodzi o prezentację twórcy internetowego na scenie, który albo nie mówił nic, albo odpowiadał monosylabami. Lubię zawsze mieć plan b i być przygotowanym na ewentualną konieczność wyciągnięcia imprezy, na której siada atmosfera. Jednak zawsze kiedy jestem briefowany przez klienta i wiem, że chodzi o osobistość internetową podchodzę do imprezy z dużą rezerwą.

Nie inaczej było w przypadku rzeczonego Elbląga.

Naruciak, ale dla mnie przede wszystkim Adam, to młody człowiek, który zdążył jednak zgromadzić już niespełna 3 miliony subskrypcji na YouTube’ie. Jego filmy wyświetlono już ponad pół miliarda razy! Nie mi oceniać tematykę, jednak z liczbami nie można dyskutować. Jest w szczycie popularności, a może być tylko lepiej. W takim momencie nie trudno o „sodowej wody pełny zlew” cytując Dawida Podsiadło…

I tu wielkie zaskoczenie. Spotkałem niezwykle sensownego dżentelmana, który nie dość, że ma poukładane w głowie, jest sympatyczny, w pewnej mierze bardzo skromny, to jeszcze ma niezwykle zdrowe podejście do wykonywanej przez siebie pracy. No właśnie pracy. To było dla mnie drugie zaskoczenie – facet, który otwarcie mówi, że to jego praca, że czasem bierze urlop, że pracuje 8 h czasem więcej i że na początku było ciężko wyjaśnić rodzicom, dlaczego nie będzie lekarzem czy prawnikiem. Udowodnienie im na podstawie liczb, że z YT da się wyżyć.  Adam sam stwierdził: cytuję „pokazałem im liczby i się uspokoili”. Szczery chłopak. 🙂

Postrzeganie zajęcia życiowego jako pracy mamy wspólne. Ja też zawsze podkreślam, że konferansjerka to przede wszystkim ciężka praca, trochę talentu i dość oklepana przez wszystkich „pasja”. Jak lubisz coś robić, to jest dobra podstawa i motywacja, ale do samorozwoju i budowy czegoś większego. Opieranie działania tylko na pasji i haśle: „kocham to co robię i jakoś to będzie, bo jestem świetny” w moich ramach się nie mieści. Zawsze trzeba pracować nad warsztatem, rozwijać się i traktować wszystko co robimy na serio. Wtedy pojawia się satysfakcja z obiektywnie dobrze wykonanej pracy. A pasja przeradza się w profesjonalizm. Pomaga wsiąść w samochód, być w pracy przez kilkanaście godzin, ale nigdy nie zastąpi odpowiedniego przygotowania. Do takiego postrzegania naszych działań zachęcam każdego ze współpracujących z nami konferansjer-ów i konferansjer-ek.

Ale wracając do youtuberów i uspokojenia rodziców Naruciaka. Zarobki w tej branży to druga kwestia przed którą chylę czoła. Wszelkiego rodzaju influencerzy, którzy całkiem nieźle radzą sobie finansowo nie tylko wyczuli i zrozumieli czasy, w których żyją, ale są zwyczajnie lepsi od konkurencji budując orgomne zasięgi w ramach swoich obszarów tematycznych. A to przekłada się na kontrakty i przychody. Myślę, że niektórzy z nich mogliby spokojnie pouczyć biznesu innych przedsiębiorców, działających o wiele dłużej na rynku. Jednak chciałbym postrzegać siebie jako dżentelmana, a jak wiadomo Ci przesadnie nie rozmawiają o pieniądzach, więc ze szczerego serca powiem: Brawo dla twórców internetowych.

A Naruciak? Podkreślę raz jeszcze, bardzo mile mnie zaskoczył – cieszę się, że będziemy mieli okazje popracować ponownie już 22 lutego w Atrium Koszalin. (Link do wydarzenia) bo mam nadzieję, że tak jak w Elblągu zjawi się u nas mnóstwo gości i będziemy mogli pogadać z nimi na wszelkie tematy! 🙂

Jaki płynie wniosek z tego całego wodospadu słów, które nastukałem na klawiaturze? Jeżeli udało się Tobie dotrzeć do tego punktu to uspokajam – to już ostatni akapit, podsumowujący 😉

Nigdy nie czułem przesadnej potrzeby aktywnej obecności w kanałach społecznościowych. Zwłaszcza tej prywatnej. Do tej pory miałem w zasadzie wyrobiony pogląd na temat. Jednak spotkania z sensownymi przedstawicielami tego świata, ich fanami odczarowują mi wirtualną rzeczywistość. Jakiś czas temu postanowiłem popracować nad swoim konferansjerskim kontem na Instagramie (dla zapominalskich: Szymon_konferansjer). Być może w tym roku uda mi się odgruzować również profil konferansjer Szymon Wujewski na Facebooku. Od kilku lat mam założone również konto na LinkedIn’ie na którym widnieje jeden jedyny wpis. 🙂  Nadal nie zobaczycie co mam w lodówce, ale mam silne postanowienie, żeby trochę lepiej ukazywać Wam barwny świat eventów, którego jestem częścią od tak wielu lat. Zdaje sobie sprawę, że nigdy nie osiągnę lekkości społecznościowych tuz, bo  moją domeną jest prowadzenie imprez i konferansjerka, jednak warto próbować.  Jeżeli macie jakieś sugestie, podpowiedzi, rady  czy nawet głosy krytyki dotyczące moich sociali to chłonę jak gąbka. 😉

Dajcie znać w komentarzu albo bezpośrednio w moich kanałach:

Insta

FB

LinkedIn

Jeżeli wolicie kontakt w „starym stylu” możecie napisać tu

Do zobaczenia!

Szymon Wujewski – Konferansjer

Zobacz inne wpisy:

konferansjer na #hotwheelsmonstertruckslive

Drivers start your engines… 4 wyrazy nierozerwalnie związane ze sportami motorowymi.

W samym środku stycznia, razem ze współpracującym ze mną od wielu lat konferansjerem Przemysławem Kopiejką zrealizowaliśmy imprezę, która była dla nas prawdziwym wyzwaniem. I wiecie, co… Zdaniem wszystkich udała się w 120%. Pozwólcie, że podzielę się z Wami nie tylko kuchnią tego pierwszego i jak dotąd jedynego w naszej części Europy wydarzenia, ale też pokrótce zrelacjonuję to co wydarzyło się w łódzkiej Atlas Arenie.

Pierwszy kontakt.

Listopadowy wieczór. Na adres Kaśki schodzi krótki mail z LiveNation z prośbą o ofertę, opisujący w kilku zdaniach wydarzenie. Super, cieszymy się z każdego klienta, który prosi o wycenę naszych konferansjerskich usług. Międzynarodowa, jedna z największych agencji koncertowych, to dodatkowa nobilitacja. Katarzyna wysyła komplet materiałów dot. prowadzonych przez nas imprez. Wycenę. Czekamy. Mija kilka dni.

Telefon, który zmienił wszystko.

Pewnego pięknego dnia, na początku grudnia – w najgorętszym okresie świątecznego miesiąca otrzymuję telefon. „Panie Szymonie, może Pan spotkać się z reżyserem wydarzenia, w czwartek w nocy w Warszawie?” Okołomikołajkowych eventów do obsługi konferansjerskiej dla całej drużyny mamy tyle, że ledwo starcza czasu na przejazdy między miastami. Niemniej, projekt szalenie interesujący, zew wyzwania. Staniemy na uszach, żeby się zjawić. Ustalamy spotkanie, w Łodzi, odrobinę wcześniej. Mamy kilka godzin na dojazd z Poznania i Katowic, spotkanie i powrót na następne realizacje.

„Reżyser Kina Akcji”

Spotykamy się w trójkę z Panem E. Spotkanie jest krótkie, kurtuazyjne i rzeczowe. Rozmawiamy trochę o nas, trochę o wydarzeniu. Nagrywamy krótki film. Uścisk ręki. Niepewność.

WhatsApp – „komunikator dla naszych rodziców”

Kiedy wprowadzałem na nową odsłonę www możliwość kontaktu również za sprawą WhatsApp, bliska mi osoba stwierdziła, że to komunikator używany przez osoby bliżej pokolenia naszych rodziców, niż nas. A jednak, nie jedną imprezę udało nam się już sprzedać w zasadzie dzięki temu komunikatorowi i szybkości kontaktu. To właśnie tu otrzymałem pierwszy telefon z Dallas w Teksasie.

Let’s go.

Tak, usłyszałem magiczną informację, którą można streścić w jednym zdaniu: „You’re in.” I w ten oto sposób zaczęliśmy pracę dla największego zabawkarskiego brandu na świecie. Hot Wheels – dzień dobry! 😉

Przygotowania.

Trwały prawie dwa miesiące. Kilkadziesiąt godzin tworzyłem polski scenariusz eventu, na podstawie plików audio ze szkoleniem i referencyjnego filmu z show w San Diego. Pracy było mnóstwo, jeszcze więcej nauki i myślenia, żeby to odpowiednio ułożyć sobie w głowie. W sumie to 5 godzin wydarzenia, bez żadnej podkładki. Wszystko z pamięci – musisz wiedzieć, gdzie jesteś, bo przepadniesz z kretesem.

Pierwszy dzień.

Do Łodzi zjechaliśmy z Przemkiem w czwartek, prosto na Atlas Arenę. Tam w pierwszej kolejności spotkaliśmy ekipę LiveNation, a w drugiej kolejności poznaliśmy – „The Voice, the Face of HotWheelsMonsterTruckLive” – Freddiego Schepparda. Amerykańskiego hosta wydarzenia, konferansjera który przyleciał do Warszawy po to, by zadbać o naszą dwójkę. To on prowadził nas, podpowiadał, stanowił ogromne wsparcie.

Ale początkowo, zanim się poznaliśmy spadła na nas pierwsza niespodzianka. Polska ekipa LiveNation nie pokrywała się  z naszą. My współpracowaliśmy z realizacją w 100 % z USA. Hmmm co innego pogadać o pogodzie, co innego współtworzyć ogromne wydarzenie, w którym wiele zależy od niuansów i pełnego zrozumienia komunikatów reżysera.

Niemniej. Omówiliśmy imprezę w szerszym gronie, po odprawie ustaliliśmy, że robimy dodatkową próbę w hotelu. Krótka noc.

Realizacja.

Udało się. Wszystko absolutnie clicknęło. Nie odczuliśmy wzajemnie żadnej bariery językowej. A zdobyte konferansjerskie doświadczenie pozwoliło nam płynnie przejść przez cały program, ku uciesze wszystkich zgromadzonych w Atlas Arenie. Mimo zmęczenia, dawaliśmy z siebie ile fabryka dała, ale każdy wysiłek był dwukrotnie nagradzany przez wspaniałą publiczność.

Trochę kuchni. To świetne uczucie, kiedy przemawiasz do kilku tysięcy fanów na trybunach, w słuchawce wewnątrz ucha słyszysz jak sędziowie kłócą się o rezultat. Jedna półkula mózgu dba o zachowanie sensu wypowiedzi, druga tłumaczy komunikaty, trzecia zapina pasy i zamyka oczy na tym rollercosterze 😉 I tak przez 3 dni. Adrenalina level hard.

Podsumowanie.

Hmmm. Najłatwiej powiedzieć, że zaliczyliśmy kolejną bazę na konferansjer-skim boisku. Serio. Włożyliśmy w tę realizację olbrzymią ilość serca, trochę zdrowia, ale efekt przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania. Publiczność była fenomenalna na każdym z 4 widowisk. O co byśmy nie poprosili, reagowali w lot. Kierowcy na płycie pokazali klasę, emocjonującą rywalizację i dali fanom mnóstwo dobrej zabawy. Nasze konferansjerskie poczynania były szeroko i pozytywnie komentowane nie tylko nad Wisłą, ale także u gruuubych sumów w USA. Sprawdziliśmy się w środowisku trochę innej szkoły eventowej, niż nasza rodzima. Pokazaliśmy, że my Polacy jesteśmy dobrymi specjalistami i potrafimy realizować zadania fenomenalnie.

Ukoronowaniem był ostatni show. Kiedy to nasi dowódcy w połowie pozostawili całość mówiąc, że od teraz to nasze wydarzenie. Ogrom zaufania i kawałek nobilitacji. Pokazaliśmy się! Brawo „Zemek”, Brawo „Szimon”!

Weekend, który na długo pozostanie w mojej pamięci. Dzięki publiczności, dzięki doświadczeniu, dzięki nowym przyjaciołom zza oceanu.

GO BIG! GO HOTWHEELS! #hotwheelsmonstertruckslive.

Dziękuję.

 

Szymon Wujewski – konferansjer

 

 

P.S. Chciałem wstawić galerię zdjęć do wpisu. Niestety po którejś aktualizacji WordPress przestał wyświetlać poprawnie galerię. Zapraszam zatem po zdjęcia na konto instagramowe – Szymon_konferansjer .  Jednak programiści FB są nieco lepsi w zdjęcia 😉

 

Zobacz inne wpisy: