Raport Event Marketing 2025/2026

Raport Event Marketing 2025/2026

Podczas Forum Branży Eventowej zaprezentowano raport „Event marketing 2025/2026. Wielopokoleniowość uczestników wydarzeń” przygotowany przez instytut badawczy IQS i MeetingPlanner.pl we współpracy z agencjami eventowymi.

Raport składa się z wielu wątków. Mówi o skuteczności event marketingu (81% ocenia ją jako dobrą lub bardzo dobrą), o budżetach (44% planuje ich wzrost w 2026 roku), o wielopokoleniowości uczestników jako nowym wyzwaniu dla branży.

Ale jeden fragment szczególnie mnie zatrzymał.

Gdy klienci myślą o cięciach budżetów, wśród pierwszych obszarów do oszczędności pojawiają się prowadzący. Na drugim miejscu.

To informacja, która powinna uruchomić w branży dyskusję o tym, co naprawdę znaczy być konferansjerem czy prowadzącym wydarzeń w 2025 i 2026 roku.

Prowadzący na drugim miejscu cięć – co to oznacza?

Raport zapytał klientów: na co obniżyliby wydatki, gdyby budżet zmniejszył się o 10%?

Odpowiedzi ułożyły się w jasną hierarchię. Na pierwszym miejscu znalazła się produkcja wideo i postprodukcja po wydarzeniu. Na drugim – tańszy prowadzący. Dalej: gwiazda czy gość specjalny oraz mniejsza oprawa techniczna.

Zwróć uwagę: prowadzący przed gwiazdą.

To nie jest sygnał, że organizatorzy nie doceniają roli konferansjera. To sygnał, że zaczynają podchodzić do tej roli inaczej.

Przestają patrzeć przez pryzmat „kto to jest”, a zaczynają pytać „co to wniesie do mojego wydarzenia”.

Rozpoznawalność nie wystarcza

Przez lata rozpoznawalność była jednym z głównych argumentów przy wyborze prowadzącego. Nazwisko z mediów, twarz znana z telewizji, osoba, która „brzmi prestiżowo” w komunikacji eventu.

I to wciąż ma znaczenie. Nie oszukujmy się – są wydarzenia, na których rozpoznawalność jest częścią strategii wizerunkowej.

Ale raport pokazuje wyraźnie: to już nie wystarczy.

Organizatorzy zaczynają zadawać pytania:

  • Co ten prowadzący wniesie do mojego wydarzenia?
  • Jak pogodzi różne potrzeby sali?
  • Jak wesprze cele biznesowe, a nie tylko „otworzy i zamknie” event?

Bo event marketing nie jest o tym, żeby mieć znaną twarz na scenie. Jest o tym, żeby dostarczyć doświadczenie, które angażuje, buduje relacje i przynosi efekty.

Celebryci vs niecelebrzyci – fałszywe przeciwstawienie

Łatwo byłoby teraz powiedzieć: „organizatorzy będą częściej wybierać nieznanych konferansjerów kosztem celebrytów”.

Ale to fałszywe przeciwstawienie.

Wielu znanych prowadzących to topowi profesjonaliści. Ludzie, którzy mają lata doświadczenia, umieją czytać salę, potrafią dostosować się do różnych formatów wydarzeń. Ich rozpoznawalność to tylko dodatek do realnych kompetencji.

Z drugiej strony – są świetni konferansjerzy, którzy nie są medialnymi twarzami, ale mają doświadczenie eventowe i potrafią poprowadzić wydarzenie na najwyższym poziomie.

Raport nie stawia więc pytania „celebryci czy niecelebrzyci”.

Raport stawia pytanie: czym tak naprawdę jest wartość konferansjera dla klienta?

Co decyduje o wyborze prowadzącego, gdy budżet się kurczy?

Z moich rozmów z organizatorami wynika, że zmienia się optyka wyboru prowadzącego.

Wcześniej było tak: Szukamy kogoś znanego. Ktoś, kto „brzmi dobrze” w komunikacji. Ktoś, kogo można pokazać klientowi jako „wartość dodaną”.

Teraz coraz częściej jest tak: Szukamy kogoś, kto rozumie nasze cele. Ktoś, kto potrafi pracować z różnymi pokoleniami uczestników (bo raport mocno podkreśla wielopokoleniowość jako wyzwanie). Ktoś, kto nie tylko przeczyta scenariusz, ale wesprze nas w realizacji założeń eventu.

Co to oznacza w praktyce?

Organizatorzy pytają o doświadczenie. O typ wydarzeń, które prowadzisz. O to, jak radzisz sobie z różnymi formatami – od konferencji po gale, od eventów wewnętrznych po zewnętrzne.

Pytają też o elastyczność. Potrafisz dostosować ton do publiczności? Umiesz pracować z międzynarodowymi uczestnikami? Czy poradzisz sobie z nieprzewidzianymi sytuacjami?

I wreszcie – pytają o cenę. Bo jeśli budżet się kurczy, trzeba znaleźć równowagę między jakością a kosztem.

Wielopokoleniowość zmienia zasady gry

Raport koncentruje się na wielopokoleniowości uczestników wydarzeń jako kluczowym wyzwaniu dla event marketingu w latach 2025/2026.

Dla konferansjera to oznacza jedno: nie możesz prowadzić tak samo dla Gen Z jak dla baby boomersów.

Raport pokazuje, że różne pokolenia mają różne oczekiwania:

  • Gen Z oczekuje DEI, AI i nowych technologii, dobrostanu
  • Millenialsi cenią digitalizację wydarzeń, personalizację, AI
  • Gen X zwraca uwagę na komunikację opartą o wartości, dobrostan, personalizację
  • Baby boomers priorytetowo traktują dobrostan i komunikację opartą o wartości

Konferansjer musi poruszać się między tymi światami. Nie może być „tylko dla młodych” ani „tylko dla starszych”. Musi umieć angażować różne grupy jednocześnie.

I to jest umiejętność, za którą klienci są gotowi płacić.

Nie za nazwisko. Za realny wpływ na jakość wydarzenia.

Event marketing na czwartym miejscu – ale pozycja wciąż wysoka

Raport pokazał, że event marketing znalazł się na czwartym miejscu wśród narzędzi komunikacji marketingowej (po własnych stronach internetowych, social media i reklamie internetowej).

To spadek o jedną pozycję w porównaniu do roku poprzedniego. Ale jak komentuje Dorota Wojtczak z Live Age – różnica między event marketingiem a reklamą internetową to tylko 1%.

Pozycja event marketingu pozostaje silna.

71% klientów wykorzystuje event marketing do realizacji swoich celów. 70% planuje korzystać z niego w 2026 roku.

Dla konferansjerów to dobra wiadomość. Bo jeśli event marketing jest doceniany, to rola prowadzącego również ma znaczenie. Ale właśnie dlatego stawka rośnie – organizatorzy oczekują realnej wartości, nie tylko obecności na scenie.

Budżety rosną, ale nie wszędzie

Raport pokazał ciekawą dynamikę budżetów:

  • 22% badanych miało w 2025 roku taki sam budżet jak w 2024
  • 36% miało mniejszy budżet (głównie spadek od 11 do 25%)
  • 38% miało większy budżet (głównie wzrost do 10%)

Na rok 2026:

  • 17% planuje taki sam budżet
  • 29% planuje mniejszy (głównie o 10%)
  • 44% planuje większy (przeważnie od 11 do 25%)

To oznacza, że event marketing nie umiera. Wręcz przeciwnie – rośnie.

Ale rośnie selektywnie. Firmy inwestują tam, gdzie widzą efekty. Tam, gdzie event marketing przynosi wartość biznesową, a nie tylko „fajne doświadczenie”.

I tu znów wraca pytanie o rolę konferansjera: czy jesteś częścią tej wartości biznesowej, czy tylko „dodatkiem do scenografii”?

Co zrobią organizatorzy z dodatkowym budżetem?

Raport zapytał także: na co przeznaczylibyście dodatkowe 10% środków w budżecie?

Odpowiedzi były jasne:

  • Dodatkowa integracja lub atrakcje dla uczestników
  • Treści – produkcja wideo i postprodukcja
  • Elementy i doświadczenia immersyjne

Zwróć uwagę: to wszystko jest o uczestnikach.

Nie o większej scenie. Nie o droższym hotelu. O tym, żeby uczestnicy mieli lepsze doświadczenie.

Dla konferansjera to kolejny sygnał: Twoja wartość nie polega na tym, żeby „być gwiazdą wieczoru”. Polega na tym, żeby poprawić doświadczenie uczestników.

Moja perspektywa – prawie 20 lat na scenie

Prowadzę wydarzenia od blisko 20 lat. Płynąłem przez  różne trendy. Widziałem, jak zmieniają się oczekiwania klientów. Śledziłem jak ewoluuje rola konferansjera.

I to, co pokazuje raport „Event marketing 2025/2026″, jest dla mnie potwierdzeniem tego, co obserwuję w codziennej pracy:

Klienci przestają kupować nazwisko. Zaczynają kupować wartość.

Nie chodzi o to, czy jesteś znany. Chodzi o to, czy potrafisz poprowadzić ich wydarzenie tak, żeby osiągnęło swoje cele.

Czy umiesz zarządzać wielopokoleniową publicznością? W jaki sposób radzisz sobie z międzynarodowymi uczestnikami? Czy potrafisz elastycznie reagować na zmiany w scenariuszu? Czy rozumiesz, co klient chce osiągnąć tym eventem?

To są pytania, które słyszę coraz częściej. I uważam, że to dobra zmiana.

Bo podnosi poprzeczkę. Zmusza konferansjerów do bycia lepszymi. Do rozwijania kompetencji poza „umiejętnością mówienia do mikrofonu”.

Pełny raport – czekam na publikację

To, o czym piszę, to tylko fragment raportu „Event marketing 2025/2026″. Wybrane dane zostały zaprezentowane podczas Forum Branży Eventowej, ale pełna publikacja nie jest jeszcze dostępna.

Gdy cały raport będzie opublikowany, z przyjemnością podzielę się wnioskami z całej publikacji.

Bo to jest dokument, który powinien być lekturą obowiązkową dla każdego, kto pracuje w branży eventowej. Organizatorów, konferansjerów, agencji, dostawców.

Pokazuje bowiem, dokąd zmierza event marketing. Co jest ważne dla klientów. Jakie wyzwania stoją przed branżą.

I – co najważniejsze – jak możemy się do tych wyzwań dostosować.

Podsumujmy: prowadzący tak, ale z wartością

Raport „Event marketing 2025/2026″ pokazał, że prowadzący znajdują się na drugim miejscu obszarów do oszczędności, gdy budżet się kurczy.

To nie jest wyrok na zawód konferansjera. To sygnał, że zmienia się optyka klientów.

Przestają pytać „kto to jest”. Zaczynają pytać „co to wniesie”.

Rozpoznawalność nie wystarcza. Nazwisko nie wystarcza. Klienci płacą za realny wpływ na jakość wydarzenia.

A to oznacza, że konferansjerzy muszą być lepsi. Bardziej elastyczni. Jeszcze bardziej świadomi celów biznesowych klienta. No i kompetentni w zarządzaniu wielopokoleniową publicznością.

I to jest dobra zmiana.

Bo podnosi poziom branży. Sprawia, że event marketing staje się bardziej profesjonalny. Że konferansjerzy to nie „ludzie z mikrofonem”, ale partnerzy w realizacji celów biznesowych.

Jestem ciekaw, jak ta zmiana będzie wyglądać w praktyce w najbliższych latach.

Szukasz konferansjera, który rozumie wartość biznesową Twojego wydarzenia?

Jeśli planujesz konferencję, galę, event firmowy lub inne wydarzenie – porozmawiajmy o tym, jak mogę wesprzeć realizację Twoich celów.

Nie tylko „otworzyć i zamknąć” event. Ale realnie wpłynąć na jego jakość.

Szymon – Konferansjer

Zobacz inne wpisy:

Forum Branży Eventowej 2026

Forum Branży Eventowej 2026

14 stycznia 2026, EXPO XXI Warszawa. Forum Branży Eventowej – największe spotkanie ludzi związanych z realizacją wydarzeń w Polsce.

3000 uczestników. 200 wystawców. Dwie sceny. Bogaty program merytoryczny od 9:00 do 17:00.

I ja – pierwszy raz nie jako gość, ale jako konferansjer Sceny Projekt.

To będzie dzień, w którym pokażę, czego nauczyłem się przez blisko 20 lat pracy na scenie.

Prowadzić dla swoich – honor czy presja?

Znam Forum Branży Eventowej od lat. Byłem tam jako uczestnik. Obserwowałem prelegentów, debaty, moderatorów. Widziałem, jak działa największe wydarzenie branży eventowej w Polsce.

Teraz staję po drugiej stronie. Nie jako gość. Jako konferansjer.

Co to oznacza?

Przede wszystkim – uznanie. To, że organizatorzy powierzyli mi prowadzenie Sceny Projekt, to dowód zaufania. Ale też wyzwanie. Bo nie prowadzę dla przypadkowej publiczności. Prowadzę dla swoich.

Na sali będą profesjonaliści z branży eventowej. Event Managerzy, producenci, właściciele agencji, dostawcy, wedding plannerzy. Ludzie, którzy niejedno już w życiu widzieli na scenie. Znają różnicę między dobrym a przeciętnym konferansjerem.

To motywacja, nie obawa.

Bo jeśli nie teraz, to kiedy pokazać, czego nauczyłem się przez blisko 20 lat? Jeśli nie tutaj, to gdzie zaprezentować się z najlepszej strony?

Scena Projekt – różnorodność na najwyższym poziomie

Prowadzę całą Scenę Projekt od samego początku do końca. 9:10 – 16:50. Siedem godzin z rzędu.

Program?

Debata MPI: „Czy eventy się przejadły?” z Adamem Biskupem, Valeriią Bilozertsevą, Pauliną Piskor, Ewą Stryjską, moderowana przez Alexandrę Kunowską.

Katarzyna Wojciechowska: „Emocje na ścieżce klienta – jak projektować doświadczenia, które zostają w pamięci i budują markę?”

Debata międzynarodowa (po angielsku): „Wydarzenie doskonałe, czyli jakie?” z Dino Celjo, Nickiem Dugdale-Moore, Patrickiem Roubroeks, Salvatore Sagone, moderowana przez Żanetę Berus.

Paweł Tkaczyk: „AI nie zabierze Ci pracy. Ludzie wykorzystujący AI – jak najbardziej.”

Debata: „Event marketing 2025/2026. Wielopokoleniowość uczestników wydarzeń” z Wojciechem Cłapińskim, Łukaszem Gumowskim, Rafałem Kupidurą, Rafałem Matulką, Wojciechem Ostrowskim, Krzysztofem Paradowskim, Dorotą Wojtczak, moderowana przez Magdalenę Kondas.

Robert Rutkowski: „Kiedy pasja staje się obsesją, czyli jak zaprzyjaźnić się ze stresem.”

Debata Think MICE: „Event manager na granicy. Jak znaleźć balans w jednej z najbardziej stresujących profesji świata?” z Bartoszem Bieszyńskim, Miłoszem Stanisławskim, Dagmarą Berką-Kochańską, Mariuszem Paszkiem, moderowana przez Annę Łukasik.

Joanna Racewicz i Robert Sowa: „Sztuka Bycia Marką Osobistą. Korzyści i pułapki popularności” – rozmowa prowadzona przez Dagmarę Chmielewską.

To różnorodność tematów na najwyższym poziomie.

AI, wellbeing, zarządzanie, trendy, marka osobista, event marketing. Prelegenci międzynarodowi, debaty po angielsku, rozmowy z gwiazdami polskiej sceny biznesowej i medialnej.

Jako konferansjer muszę poruszać się między tymi światami płynnie. Zapowiadać Pawła Tkaczyka mówiącego o AI. Wprowadzać międzynarodową debatę po angielsku. Moderować przejście z tematu „pasji jako obsesji” do „sztuki bycia marką osobistą”.

To wymaga nie tylko umiejętności scenicznych. To wymaga szybkiego wchodzenia w temat, rozumienia kontekstu i znajomości branży.

Zero przerw = każde słowo w punkt

Między panelami w zasadzie nie ma przerw. Jeden prelegent schodzi ze sceny, następny wchodzi. Debata kończy się, za chwilę zaczyna się wykład.

Co to oznacza dla konferansjera?

Że każde słowo musi być w punkt. Nie ma czasu na rozwlekłe zapowiedzi. Nie ma przestrzeni na zbędne komentarze. Muszę wprowadzać prelegentów precyzyjnie, sprawnie i z szacunkiem dla ich czasu i tematu.

Ale też – nie mogę być tylko „maszyną do czytania scenariusza”. Muszę budować atmosferę. Łączyć poszczególne części programu. Wprowadzać energię, gdy jest potrzebna. Zachować powagę, gdy temat tego wymaga.

To balans trudniejszy niż agenda.

Bo nie prowadzę paneli dyskusyjnych. Nie jestem moderatorem, który zadaje pytania i dyskutuje z panelistami. Jestem przewodnikiem i opiekunem sceny.

Kimś, kto nie angażuje na sobie uwagi więcej niż potrzeba, ale jednocześnie jest filarem, dzięki któremu całość idzie sprawnie.

Filar, nie gwiazda

To jeden z najważniejszych elementów mojego podejścia do prowadzenia Sceny Projekt.

Nie chcę być gwiazdą wieczoru.

Gwiazdami są prelegenci. Oni mają wiedzę, doświadczenie, historie do opowiedzenia. Oni przychodzą dzielić się tym z 3000 uczestnikami Forum.

Moja rola? Być filarem. Być osobą, która sprawia, że wszystko działa. Przejścia są płynne. Prelegenci czują się komfortowo. Publiczność wie, co się dzieje i co będzie dalej.

To wymaga pokory.

Bo łatwo jest wpaść w pułapkę „konferansjer jako showman”. Zwłaszcza na tak dużym wydarzeniu. 3000 osób, dwie sceny, ogromna przestrzeń EXPO XXI. Możesz poczuć się ważny.

Ale prawdziwy profesjonalizm polega na tym, żeby wiedzieć, kiedy się wycofać. Kiedy oddać scenę prelegentom. Kiedy mówić mniej, a słuchać więcej.

Blisko 20 lat doświadczenia – czas to pokazać

Prowadzenie Sceny Projekt na Forum Branży Eventowej to dla mnie okazja, żeby zaprezentować to, czego nauczyłem się przez blisko 20 lat pracy jako konferansjer.

Co pokazuję?

Przede wszystkim – umiejętność pracy z różnorodnością. AI, wellbeing, zarządzanie, trendy – każdy temat wymaga innego tonu. Potrafię to rozróżnić i dostosować się.

Ponadto – współpracę z prelegentami. Nie jestem tylko „osobą z mikrofonem”. Jestem wsparciem dla tych, którzy wchodzą na scenę. Dbam o to, żeby czuli się komfortowo i mogli skupić się na tym, co mają do powiedzenia.

Wreszcie – zarządzanie czasem i przebiegiem. Zero przerw oznacza, że muszę pilnować timingu, reagować na zmiany i działać sprawnie. To nie jest praca dla kogoś, kto po prostu „czyta scenariusz”.

Dlatego to wydarzenie ma dla mnie szczególne znaczenie.

Bo prowadzę dla swoich. Bo mam szansę pokazać profesjonalistom z branży, że jestem jednym z nich. Że rozumiem, co robią. Że szanuję ich pracę.

I że potrafię prowadzić wydarzenie na najwyższym poziomie.

Warszawa, EXPO XXI, 14 stycznia – największe spotkanie branży eventowej

Forum Branży Eventowej to wydarzenie, które gromadzi całe środowisko. Agencje eventowe, agencje marketingowe, klienci korporacyjni, wedding plannerzy, dostawcy usług, obiekty, technologia.

3000 uczestników. 200 wystawców. Dwie sceny. Program merytoryczny od 9:00 do 17:00.

I ja – konferansjer Sceny Projekt, pierwszy raz nie jako gość, ale jako część tego, co się dzieje.

To będzie dzień pełen wyzwań.

Różnorodność tematów. Zero przerw między panelami. Profesjonaliści na sali, którzy widzieli niejedno. Międzynarodowe debaty po angielsku. Joanna Racewicz, Robert Sowa, Paweł Tkaczyk, Robert Rutkowski – nazwiska, które mówią same za siebie.

Ale to też dzień pełen satysfakcji.

Bo jeśli uda mi się poprowadzić Scenę Projekt sprawnie, z szacunkiem dla prelegentów i z pełnym profesjonalizmem – pokażę, że blisko 20 lat pracy na scenie nauczyło mnie czegoś więcej niż tylko „mówienia do mikrofonu”.

Podsumujmy: prowadzić dla swoich to zaszczyt i odpowiedzialność

Forum Branży Eventowej 2026 to dla mnie wydarzenie szczególne. Pierwszy raz nie jako gość, ale jako konferansjer. Pierwszy raz prowadzę dla swojej branży.

To uznanie. To zaufanie. To motywacja, żeby pokazać się z najlepszej strony.

Scena Projekt. Siedem godzin bez przerw. Różnorodność tematów na najwyższym poziomie. Profesjonaliści na sali, którzy wiedzą, czym jest dobry konferansjer.

Jestem gotowy.

Bo przez blisko 20 lat nauczyłem się jednej rzeczy: nie musisz być gwiazdą wieczoru. Musisz być filarem, dzięki któremu całość działa.

Do zobaczenia 14 stycznia w EXPO XXI!

Jeśli planujesz być na Forum Branży Eventowej – zapraszam na Scenę Projekt. Będzie intensywnie, merytorycznie i profesjonalnie.

A jeśli szukasz konferansjera, który rozumie branżę eventową od środka i potrafi prowadzić wydarzenia na najwyższym poziomie – porozmawiajmy o Twoim projekcie.

Szymon – Konferansjer

Zobacz inne wpisy:

Streaming zamiast publiczności?

Jak poradzić sobie z kryzysem w branży spotkań?

Pomimo całkowitego ograniczenia działalności scenicznej, staram się być w stałym kontakcie z klientami, event managerami, koleżankami i kolegami konferansjerami. Sprawdzam jak sobie radzą, w tym nieciekawym okresie. Więcej na temat samego kryzysu pisałem w tekście o koronawirusie w branży eventowej (link)

Nieocenionym źródłem informacji jest także inicjatywa TUgether, która zrzesza największe organizacje branżowe. Tu znajdziecie bieżące analizy sytuacji w kraju i za granicą oraz ich konsekwencje w naszym sektorze.

Grupa TUgether na Facebooku

Sytuacja kryzysowa z którą boryka się cała branża eventowa wpływa na wiele aspektów naszego działania. Jako, że duch w rodakach nie ginie nigdy, zwracamy się w kierunku rozwiązań bardziej lub mniej znanych.

Jak poradzić sobie z zakazem zgromadzeń?

Można usiąść i płakać. Można, tylko, że to nie przystoi eventowcowi. Gdyby event manager miał się poddawać, za każdym razem kiedy coś nie idzie po jego myśli to pewnie organizowanych byłoby dużo mniej wydarzeń. Oczywiście w momencie gdy obowiązuje zakaz organizacji imprez masowych, a także wszelkie zgromadzeń powyżej 50 osób, wachlarz możliwości nieco się kurczy.

„Desperate Times, Desperate Measures”, jak powiedział pewien pan od misji niemożliwych.[1]

Jak branża eventowa radzi sobie z ograniczeniami?

Część wydarzeń, (które nie zostały odwołane) jest przeniesionych. Jest to jakaś forma ratunku, jednak nadal nie mamy gwarancji, że się odbędą. Wszystko zależy od bieżącej sytuacji.

Pewne eventy są zastępowane digitalem i akcjami w mediach społecznościowych. Ok, pytanie czy bieżąca promocja na produkt, zastąpi emocje związane z przeżywaniem.

Kolejnym rozwiązaniem jest streaming. Streaming nie wyklucza mediów społecznościowych, zaangażowania konferansjera, pozwala również na przeprowadzenie spotkania prawie w takiej formie, jak w założeniu. A dodatkowo można dodać również promocje.

Wydaje się, że streaming to rozwiązanie idealne skrojone na obecną sytuację. Technicznie jest znany nie od dziś. Jednak w obliczu obecnej zapaści nabiera nowych barw. Oczywiście nie jest to opcja pozwalająca publiczności na pełny udział w wydarzeniu. Jednak daje możliwość jakiegokolwiek dotarcia do widza. Ogranicza także do minimum niebezpieczeństwo szerokiej ekspozycji na możliwość zarażenia.

Co daje streaming i czym różni się od normalnego filmu?

Przede wszystkim streaming dzieje się w czasie rzeczywistym. Nie zapewni takich doznań jak prawdziwy event, jednak pozwoli publiczności na uczestnictwo w wydarzeniu w trakcie jego trwania. Publiczność możne komentować, zadawać pytania, otrzymywać odpowiedzi na bieżąco.

Uczestnicy mogą podziwiać scenografię, śledzić występy. Realizator obrazu i dźwięku zadba, by nic nie umknęło uwadze widza. Trochę telewizja, jednak dużo bliższa komunikacyjnie, znacznie bardziej interaktywna.

Dodatkowym plusem jest to, że każdy uczestnik może być częścią eventu w dowolnym miejscu w którym się znajduje.

Czy streaming wyklucza konferansjera?

Oczywiście, że nie. Przecież tak jak w normalnym wydarzeniu publiczność zgromadzoną przed ekranami trzeba powitać, przedstawić agendę, zapowiedzieć poszczególne punkty programu, wreszcie moderować bieżące pytania i komentarze. Tu konferansjer staje się łącznikiem pomiędzy publicznością a występującymi na scenie. Pracy jest nawet więcej niż standardowo. Zmienia się jedynie forma kontaktu z publicznością. Jasne, przyjemniej jest przemawiać do żywych ludzi, ale to, że znajdują się pod drugiej stronie kamery, życia im nie ujmuje.

Czy streaming zadomowi się na stałe w świecie eventu?

Jako wsparcie? Być może. Jednak ludzie jako stworzenia stadne lubią przebywać razem. Dzielić emocje, czas i przestrzeń. Nie obawiam się zatem zmierzchu wydarzeń organizowanych z udziałem publiczności. Jeżeli streaming ma je dodatkowo uatrakcyjniać to przecież nic nie stoi na przeszkodzie.

Mam nadzieję, że trochę podbudowałem niektóre morowe nastroje. Korzystajmy z nowych technologii, ponieważ branża tak długo będzie żywa, jak długo nie zabraknie nam pomysłów.

A tu macie link do mojej pierwszej streamowanej imprezy w roku 2017. To był bardzo fajny event i nie lada wyzwanie dla mnie jako konferansjera. Enjoy!

Wersja skrócona:  https://www.youtube.com/watch?v=c3aaYy4wIVA

Wersja pełna (dla bardziej cierpliwego widza 😉

https://www.youtube.com/watch?v=ZhDRQEScimI&feature=youtu.be

 

Trzymajcie się!

 

Szymon Wujewski – Konferansjer

 

 

 

 

[1]Mission Impossible Movie

Zobacz inne wpisy:

Koronawirus w branży organizacji wydarzeń

Koronawirus w branży organizacji wydarzeń

Koronawirus w branży organizacji wydarzeń – Konferansjer „w czasach zarazy”

W związku z rozprzestrzenieniem się wirusa, który przyćmił wszystkie inne wydarzenia na świecie, wszyscy odczuwamy jego skutki. Jedni z nas już okopali się we własnych domach, inni robią tylko to co muszą na zewnątrz. Jeszcze inni starają się żyć normalnie.

Abstrahując od postaw mieszkańców, gospodarczo skutki wirusa Covid-19 odczujemy wszyscy, na każdym szczeblu. Póki co każdy z nas gdzieś z tyłu głowy nie chce się zwyczajnie zarazić. Jednak w skali makro wirus odbije się czkawką.

Jedną z pierwszych branż dotkniętych kryzysem jest organizacja wydarzeń. Zgodnie z zaleceniem rządu – wszystkie imprezy masowe zostały odwołane. Te mniejsze, bez potrzeby zdobycia pozwolenia, również, powodowane tymi samymi obawami. Dlaczego według mnie jest to słuszna decyzja? Chyba nie muszę przekonywać – zaduśmy wirusowego dziada w zarodku.

Niemniej branża MICE (szeroko pojętej organizacji wydarzeń w wielu wymiarach) się wykrwawia, bo w jednym momencie została odcięta od możliwości wystawienia jakiejkolwiek faktury. Cierpią nie tylko agencje eventowe, budowniczy stoisk targowych, ale też cała rzesza podwykonawców takich jak konferansjerzy, artyści, akustycy stanowiących często ostatnie ogniwo łańcucha. W jeden dzień mi osobiście spadło kilkanaście wydarzeń na najbliższe dwa miesiące.

Analiza bieżącej sytuacji na rynku eventowym.

Przemyśleń na temat złych aspektów jest pod dostatkiem. Ja chciałbym podzielić się z Wami moimi pierwszymi pozytywnymi spostrzeżeniami.

Przede wszystkim branża eventowa jako pierwsza zjednoczyła szyki i w sposób zorganizowany zasygnalizowała stronie rządowej z czym się borykamy. Efektem tego są wstępne plany wsparcia sektora i ogółu przedsiębiorców. O ile, z przekonania, nie wierzę specjalnie w pomoc instytucjonalną w Polsce, o tyle jestem pełen podziwu dla sprawności działań koleżanek i kolegów.

Właśnie ta solidarność przejawia się nie tylko na szczeblu branżowym, ale też w zwykłych codziennych kontaktach. Przez ostatni tydzień, który obfitował w wiele działań, mimo wszystko tak po ludzku pogadałem tyle z klientami i kolegami, ile przez ostatni rok. Mimo trudnej sytuacji, relacyjność branży wygrywa i ludzie ze sobą rozmawiają. Ba! Wszyscy myślimy, jak mimo pracy „w czasie zarazy” wzajemnie się wspierać, tak, żeby przetrwać ten okres w niezmienionym składzie…

Sposoby na radzenie sobie z sytuacją.

Niektórzy klienci starają się wypłacać chociaż część wynagrodzeń, za imprezy, których nie ma. Inni organizatorzy szukają ratunku dla imprez w nowych technologiach. Streaming wchodzi do galerii handlowych, teatrów. Imprezy są przesuwane, byle tylko ich nie odwoływać. Jeszcze inni szukają innych możliwości zarobkowania. Chwała im wszystkim za to!

Druga kwestia to wnioski idące trochę dalej. Jeżeli „koronka” skończy się do wiosny, którą już czuć to w tym roku może nie zrealizujemy planów budżetowych, ale przynajmniej szybciej zaczniemy odrabiać straty. Wszystkiego się nie da. Nawet przesunięte imprezy ze względu na ich natężenie będą trudne do realizacji. Już teraz mamy w agencji problemy z obsadzeniem konferansjerami niektórych wstępnych terminów wydarzeń przesuniętych.

Jeżeli jednak fala zachorowań i płynący z niej niepokój utrzyma się dłużej, skutki mogą być nieco głębsze. Zmieni się rzeczywistość i zmienić się będzie musiał konferansjer w niej osadzony. Zebrałem kilka „być może” jako luźnych przepowiedni. Ale wiadomo jak to z horoskopami bywa…

Krótka wyliczanka czyli próba przepowiedzenia przyszłości.

„Być może” pierwsze.

Co jeśli przewartościuje się cały system? Na rynku pozostanie mniej specjalistów, którzy będą w stanie obsłużyć wydarzenia. Zarówno od strony organizacyjnej jak i technicznej./Być może/ Ci, którzy przetrwają albo wyjdą silniejsi, albo połączą siły z innymi i w mocnych grupach pójdą do klientów. /Być może/ zmniejszy się konkurencja, rynek przemodeluje i wyrówna relacje klient-agencja?

To wiąże się z drugim „być może”.

  • /Być może/ klienci (nie mówię, że wszyscy tacy są, BROŃ BOŻE – ja mam akurat szczęście do tych najlepszych 😉 ) zmodyfikują swoje podejście do współpracy z agencjami i ich podwykonawcami. /Być może/ zagości więcej partnerstwa, a mniej relacji wasalnych. /Być może/ zakończy się szafowanie zdaniami „jak nie Ty, to inny” lub „czy ten konferansjer cokolwiek wie” i wszystkich tych, które kiedyś usłyszeliśmy. /Być może/ briefy będą przygotowywane lepiej, realniej w stosunku do budżetów.
  • /Być może/ zmiany dotkną też rozliczeń.
  • /Być może/ nauczką z całej sytuacji będzie tworzenie bardziej przemyślanych kosztorysów. Od zawsze powtarzam, że oscylowanie na granicy opłacalności powoduje, że trudno jest tworzyć rezerwy na wypadek obecnej sytuacji. Jeżeli priorytetem będzie zawsze cena i myślenie na zasadach „lepsze to niż nic” to potem może właśnie pojawić się wielkie nic.
  • /Być może/ bardziej po partnersku będziemy rozliczać realizacje. /Być może/ skończą się terminy płatności po 120 dni i dziesiątki maili i telefonów z przypominaniem się o płatności.
  • Wreszcie /być może/ my konferansjerzy-indywidualiści, odgruzujemy pomysły o stowarzyszeniu przykładem np. tłumaczy. I stworzymy własną księgę dobrych praktyk, usystematyzujemy działania i zaczniemy mówić wspólnym głosem, choć na wiele mikrofonów.  Nawiasem, ostatnio rozmawiałem o tym z Krzyśkiem Łobodzińskim, który bardzo mocno zaangażował się również w działanie na rzecz branży! Kto wie, póki co – Krzysztof za wszelkie starania – jak to mówią francuzi – sza-ba-da!
  • /Być może/ nic się z powyższego nie sprawdzi, a my wrócimy po wszystkim do znanych nam doskonale standardów. Przyszłość wszystko pokaże.

Podsumowanie.

Tak czy inaczej, ja czas przestoju staram się wykorzystywać produktywnie. Umacniam relacje, robię rzeczy na który nigdy nie ma czasu, poszerzam horyzonty i przygotowuję się do rzeczywistości postapokaliptycznej. Jeżeli cokolwiek mogę komuś radzić – zróbcie to samo. Lepiej tak, niż się zamartwiać! 😉

Głowa do góry, w końcu korona nam z głowy nie spadnie. A przynajmniej byle na tę głowę nie weszła!

Trzymajcie się ciepło i #zostanwdomu!

Szymon Wujewski – Konferansjer

Zobacz inne wpisy: